Apokalipsa, wirus… i orkowie

W słoneczną i mroźną niedzielę chcemy Wam opowiedzieć o kolejnej książce, którą przeczytaliśmy w 2025.

Biedna czekała na swoją kolej dosyć długo i bardzo nam z tego powodu przykro, ale! Udał się i nie żałujemy!

Do rzeczy!

Apokalipsa, wirus i… orkowie. Tak, dobrze czytacie. U Marcina Przybyłka świat kończy się w sposób brutalny i absurdalny jednocześnie, bo tajemnicza zaraza zamienia ludzi w orki, a cywilizacja sypie się szybciej niż przysłowiowy domek z kart. I kiedy wydaje się, że to już kompletny koniec, nie ma już nic, a jednak…

Pozostaje naród, o którym wiadomo jedno: przetrwał i nie podda się bez walki.

To Polacy…

Natomiast, Orzeł Biały to historia opowiedziana z rozmachem. Jest tu postapokaliptyczna groza, hm… odrobina groteski, charakterystyczny humor, który rozbraja napięcie w najmniej spodziewanych momentach.
Autor bawi się konwencją, historią oraz narodowymi mitami, nie oszczędzając nikogo – ani bohaterów, ani czytelnika.

To książka, która jednocześnie śmieszy, trochę niepokoi, a przy okazji zaskakująco celnie komentuje niektóre elementy rzeczywistości.

Jeśli lubicie postapo z pazurem, dystansem i ciekawym pomysłem to Orzeł Biały zdecydowanie zasługuje na uwagę.

Czy sięgniemy po kolejne tomy? No ba!

P.S. Bierzemy się też za pierwszą książkę z naszego kalendarza adwentowego 😉 Na chwilę, ze smutkiem musimy odpocząć od Pana Kinga (475/851).